Cud miłości

Polecane artykuły

Google Weather

Wizyt od 2009.10.04:

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś237
mod_vvisit_counterWczoraj241
mod_vvisit_counterTen tydzień1559
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień1590
mod_vvisit_counterTen miesiąc1157
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc6843
mod_vvisit_counterWszystkie59791

Online (ostatnie 20 minut): 9
Twoje IP: 38.107.191.102
,
Today: Wrz 05, 2010
Start Wieści z globalnej wioski
Wieści z globalnej wioski PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 11 sierpnia 2008 23:13

Wieści z globalnej wioski pochodzą z Nexusa.

Strona internetowa jego wydawcy to www.nexus.media.pl

Ich e-mail to Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Telefon do nich to 85 653 55 11

WIEŚCI Z GLOBALNEJ WIOSKI

CZY KUMPLE BUSHA SFAŁSZOWALI WYBORY W USA?

Amerykańskie podziemne media zjednoczyły się w dążeniu do udowodnienia, że wybory w Stanach Zjednoczonych zostały sfałszowane na kilka sposobów.

Elektroniczne maszyny do głosowania. Kluczem do wszystkiego było zastosowanie elektronicznych maszyn do głosowania, które nie wytwarzają papierowego śladu. Maszyny te wyprodukowały głównie dwie firmy: ESS i Diebold. Obie firmy wspierają Partię Republikańską i sa mocno powiązane z wojskowo-przemysłowo-wywiadowczym kompleksem wspierającym Busha.

Do Izby Reprezentantów i Senatu wpłynął projekt ustawy zakazującej stosowania tych maszyn oraz wprowadzającej wymóg wydruku na papierze każdego głosu, tak by głosowanie można było zweryfikować i ponownie zliczyć, lecz został on utrącony przez Partię Republikańską i nie dopuszczono, aby trafił pod głosowanie.

Wkrótce po wyborach z 2 listopada zaczęły wychodzić na jaw niezliczone problemy z tymi maszynami do głosowania.

Wielu zwolenników Kerry'ego oświadczyło, że kiedy ukazało się ostayeczne potwierdzenie, okazało się, że głosowali na Busha. W jednym z obwodów wyborczych w Ohio oddano 4258 głosów na Busha, podczas gdy w całym obwodzie zarejestrowanych było tylko 638 wyborców!

Krąży wiele innych historii na temat "czarnych skrzynek" maszyn do głosowania, problemów z nimi oraz dochodzeń w sprawie związanych z tym fałszerstw. Strona Blackboxvoting.org przewodzi w dochodzeniach, których celem jest udowodnienie sfałszowania wyników wyborów.

Sonda przeprowadzona wśród opuszczających punkt wyborczy. Sondy takie przeprowadzono w każdym stanie. W tych stanach, w których były weryfikowalne ślady na papierze dotyczące głosowania, sondy przeprowadzone wśród ludzi opuszczających lokal wyborczy ogólnie zgadzały się z ostatecznymi wynikami wyborów. Jednak w stanach, w których zastosowano elektroniczne maszyny do głosowania, sondy przeprowadzone wśród ludzi opuszczających lokal wyborczy w tajemniczy sposób odbiegały od ostatecznych wyników.

Niezwykłe rezultaty. W okręgach, w których do zbierania głosów lub ich podlicznia stosowano komputery, uzyskiwano bardzo dziwne wyniki. Oto jeden z przykładów. W okręgu baker na Florydzie było zarejstrowanych 12887 wyborców, spośród których 69,3 procenta to zwolennicy demokratów, a 24,3 procenta to sympatycy republikanów. Liczba głosów oddanych na Kerry'ego wyniosła tylko 2180, podczas gdy na Busha głosowało 7738 obywateli. Czy mamy uwierzyć, że pięciu na siedmiu zarejstrowanych zwolenników demokratów głosowało na Busha? Z takim obrazem mieliśmy do czynienia w wielu okręgach na Florydzie i w Ohio.

Zastraszanie. Oprócz oszustw realizowanych przy pomocy elektronicznych maszyn do głosowania dochodziło do częstego zastraszania i pozbawiania praw obywatelskich wyborców w dniu wyborów. W licznych rejonach zdominowanych przez zwolenników demokratów ludzie musieli czekać wiele godzin, aby oddać swoje głosy, ponieważ republikanie "kwestionowali" prawo wielu wyborców do głosowania i zmuszali ich do wypełniania tymczasowych kart do głosowania zamiast prawdziwych. Tymczasowe karty nie były ostatecznie liczone i nigdy nie dowiemy się, ile ich było ani jakie zasady zostaną zastosowane do ich klasyfikacji.

Trzech kongresmanów przesłało pismo do Rządowego Biura Odpowiedzialności (Government Accountability Office) z żądaniem przeprowadzenia dochodzenia w tej sprawie, z kolei Ralph Nader przewodzi obywatelskiemu dochodzeniu w sprawie fałszowania wyników wyborów w całym kraju i już zgłosił oficjalny protest przeciwko wynikom wyborów w New Hampshire. (Źródło: przesłane przez Gary'ego Beckwitha, The Solar Bus, 8 listopada 2004, http://www.solarbus.org/stealyourelection)

COCA-COLA- DOSKONAŁY ŚRODEK OWADOBÓJCZY!

Hinduscy farmerzy zaproponowali środek, który jest według nich "tym czymś", co w końcu uwolni ich uprawy od insektów. Zamiast płacić międzynarodowym firmom chemicznym ogromne sumy za ich środki ochrony roślin, zamierzają opylić swoje pola Coca-Colą.

Gotu Laxmaiah, rolnik z położonego w południowo-wschodnich Indiach stanu Andra Pradeś, jest jednym z setek rolników zachwyconych skutecznością nowego oprysku Coca-Colą, który zastosował w tym roku na powierzchni wielu hektarów upraw bawełny.

-Zauważyłem, że szkodniki giną po opryskaniu upraw bawełny tym napojem- oświadczył reporterom gazety Deccan Herald.

Co ciekawe, wcale tu nie chodzi o rzekomy legendarny "tajny" składnik Coca-Coli, który niszczy insekty, albowiem rolnicy z równym skutkiem stosują Pepsi-Colę, Thums Up i lokalne napoje chłodzące.

Własności Coca-Coli są od lat przedmiotem dyskusji. Są doniesienia mówiące, że stanowi ona doskonały środek oczyszczający toalety, dobry środek do czyszczenia szyb samochodu i skuteczny odrdzewiacz. (Źródło: The Guardian, 2 listopada 2004, http://www.guardian.co.uk)

 


STANY ZJEDNOCZONE- CZY TO KRAJ POLICYJNY?

Jak ostrzega kongresman Ron Paul, republikanin, który jest reprezentantem 14. teksaskiego Okręgu Kongresowego, Stany Zjednoczone bardzo szybko przekształcają się w kraj policyjny.

"Ziarno przyszłej tyranii zostało zasiane i wiele spośród naszych podstawowych praw chroniących nas przed samowolą rządu zostało naruszonych. Panuująca od roku 2001 atmosfera pozwalała Kongresowi tworzyć zupełnie nowe departamenty i agencje, których rzekomym celem jest zapewnienie nam większego bezpieczeństwa - zawsze kosztem naszej wolności" - pisze Ron Paul w zamieszczonym w Internecie artykule zatytuowanym "To nie mogło zdarzyć się tutaj".

Ron Paul cieszy się w całym kraju reputacją głównego obrońcy wolności w obecnej amerykańskiej polityce. Jest w Waszyngtonie czołowym rzecznikiem ograniczonego w prerogatywach rządu, niskiego opodatkowania i powrotu do racjonalnej polityki monetarnej bazującej na walucie opartej na towarze. jest ceniony za silny, pryncypialny sprzeciw wobec wojny w Iraku i wojny z terroryzmem.

Paul twierdzi, że nowa "Ustawa w sprawie Wdrożenia Rekomendacji Wynikających z 11 Września (HR 10), którą uchwalił Kongres USA, "zbliża nas do restrykcyjnego państwa policyjnego, wprowadzając coś, co jest zapowiedzią pełnozakresowych kart identyfikacyjnych. W ciągu dwóch lat każdy Amerykanin będzie potrzebował takiej potwierdzającej jego tożsamość karty identyfikacyjnej we wszelkich kontektach z federalnymi urzędami i agencjami.

Zmuszając społeczeństwo do potulności i czyniąc je bardziej podatnym na straszenie przez rząd oraz na akceptację arbitralnie działających władz, tworzymy podwaliny pod tyranię - a wszystko to w imię zwiększania bezpieczeństwa.

Nasze umiłowanie wolności ponad wszystko zostało tak zdewaluowane, że tolerujemy wtrącanie się w naszą prywatność, co jeszcze kilka lat temu budziło wstręt... Amerykańska historia, przynajmniej w części, jest historią ludzi, którzy nie lubią, jak się im mówi, co mają robić, a mimo to stale wzmacniamy rząd federalny i jego agendy, tak by mogły rządzić naszym życiem.

terror, strach i kryzysy, takie jak ten z 11 września, są wykorzestywane do wprowadzania samozadowolenia i wymuszania posłuszeństwa, szczególnie wtedy gdy ludziom próbuje się wmawiać, że wciąż są wolni. Utrata wolności, jak się nas zapewnia, będzie minimalna, krótkotrwała i konieczna. Wielu obywateli uważa, że kiedy już zostanie zakończona wojna z terroryzmem, ograniczenia naszej wolności zostaną zniesione. Jednak tej wojny nigdy nikt nie wypowiadał i ma n=ona charakter otwarty, nie określony, bez wskazania konkretnego nieprzyjaciela i bez określenia ostatecznego celu".

Paul był jednym z 67 kongresmanów, którzy głosowali przeciwko Ustawie Patriotycznej. Odrzuca pogląd mówiący, że jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, to nie ma się czego bać.

"Chodzi o to, że obawiam się utraty ostatnich resztek prywatności, które wolne społeczeństwo winno hołubić jako coś bardzo cennego. Obawiam się utworzenia sopłeczeństwa, w którym ciężar udowodnienia swojej niewinności będzie zrzucony na poszczególnych obywateli, tymczesem obowiązek udowodnienia, że czyjeś postepowanie jest niezgodne z prawem, powinno spoczywać na rządzie. A już najbardziej obawiwam się życia w społeczeństwie, którego słuzalcza ludność poświęca swoje wolności na rzecz wszechwładnego rządu".

Swój artykuł kończy wyraźnym ostrzeżeniem skierowanym do Amerykanów: "Ci, którzy wierzą, że państwo policyjne nie może tu powstać, to marni studenci historii. Każdy rząd, demokratyczny lub nie, jest zdolny do tyranii. Musimy zdawać sobie z tego sprawę, jeśli mamy pozostać wolnymi ludźmi".

Obawy kongresmana Paula znajdują odzwierciedlenie w innym artykule "Stan Unii - faszyzm z uśmiechem", którego autor i konstytucyjny prawnik John W.Whitehead podkreśla: "Niestety, większość Amerykanów nie zdaje sobie sprawy z ciężaru gatunkowego problemu, ponieważ zagubili się w mgiełce narkoryków, alkoholu i uciech - otepiali wobec niszczejących u ich stóp fundamentów. nasi przywódcy nie proponują żadnego prawdziwego rozwiązania, które zlikwidowałoby otaczający nas bałagan".

Będący założycielem i prezesem Instytutu Rutheforda Whitehead przypomina, że "większość państw policyjnych, takich jak nazistowskie Niemcy, powstało w wyniku demokratycznego procesu i przy poparciu większości, zaś ich przywódcy doszli do władzy bardzo podobnie do obecnych, głosząc komunały o charakterze religijnym, moralnym i porządkowym, prosząc, bysmy slepo zawierzyli rządowi".

"Dokuczliwa fuzja Wielkiego Biznesu i Wielkiego Rządu sostarcza będącym u władzy narzędzi umożliwiających manipulacje, o których nie słyszano od czasów Hitlera"- twierdzi Whitehead.- Jesli dodamy do tego skutki przemysłu rozrywek i narkotyki, które rozpraszaja i otępiają nasze poczucie rzeczywistości, to zobaczymy, że dojrzewamy do przyjaznego faszyzmu. Jest to jednak tylko autorytarna propaganda szerzona poprzez reklamę i rządowych mogołów. Proszę jednak nie mieć złudzeń - w ostatecznej konsekwencji wszystkie autorytarne reżymy, nawet te oświacone, kończą tym samym antyludzkim stadium".

(Źródło: www.ronpaul.org; www.rutherford.org/articles_db/commentary.asp?record_id=318)

 


TAJNE ARMIE NATO MAJĄ ZWIĄZEK Z TERRORYZMEM

Pdczas gdy eksperci debatowali nad tym, czy NATO jest przygotowane do "wojny z terroryzmem", nowe badania wykazały, że ten sojusz ma własne, tajne związki terroryzmem.

3 sierpnia 1990 roku premier Włoch Giulio Andreotti potwierdził istnienie w kraju tajnej armii o nazwie "Gladio"(od łacińskiego słowa oznaczającego "miecz". Jego zeznanie przed senackim podkomitetem badającego zjawisko terroryzmu we Włoszech wstrząsnęło włoskim parlamentem i społeczeństwem, powodując wzrost przypuszczeń, że tajna armia manipuluje polityką Włoch poprzez akty teroru. Andreotti ujawnił, że tajna armia Gladio została ukryta w strukturach ministerstwa obrony jako pododdział wojskowych służb specjalnych o skrótowej nazwie SISMI. Zgodnie z dokumentem opracowanym w roku 1959 przez włoskie służby specjalne tajne armie miały dwukierunkowy cel strategiczny: po pierwsze miały działać jako grupy "pozostające w cieniu" na wypadek inwazji sowieckiej i konieczności prowadzenia wojny partyzanckiej na terytoriach okupowanych, a po drugie, miały prowadzić operacje wewnątrz kraju w przypadku wystąpienia nadzwyczajnych okoliczności.

Felice Casson, włoski sędzia, który w czasie prowadzenia dochodzenia dotyczącego prawicowego terroryzmu pierwszy odkrył istnienie armii Gladio, ustalił, że ta tajna armia miała związki z prawicowym terroryzmem, którego celem było wywoływanie "nadzwyczajnych sytuacji". Zaopatrywani przez tą tajną armię terroryści dokonywali aktów terroru w publicznych miejscach, o które obwiniano potem włoską lewicę.

"Powód był bardzo prosty. Ich zadaniem było zmuszenie ludzi, włoskiego społeczeństwa. Taka jest polityczna logika kryjąca się za wszystkimi masakrami i zamachami bombowymi, których sprawcy pozostają bezkarni, jako że państwo nie będzie oskarżać siebie samego lub ogłosić, że jest za wszystko odpowiedzialne" - powiedział prawicowy terrorysta, Vincenzo Vinciguerra sędziemu Casson, wyjaśniając mu istotę "strategii napięcia".

Włoski senat postapił bardziej zdecydowanie i orzekł w roku 2000 w końcowym komunikacie w sprawie prowadzonego śledztwa: "Te masakry, te bomby, te akcje wojskowe zostały zorganizowane lub były promowane i wspierane przez ludzi działających wewnątrz włoskich instytucji państwowych oraz, jak ostatnio ustalono, przez ludzi mających związki ze służbami specjalnymi Stanów Zjednoczonych".

Po odkryciu tajnych armii Parlament Europy zareagował ostrą krytyką, wyrażając przypuszczenie, że są one związane z manipulacjami i wewnętrznymi operacjami o charakterze terrorystycznym.

Dr Daniele Ganser, starszy badacz Cantrum Badań Bezpieczeństwa w ETH w Zurichu i autor opracowania NATO's Secret Armies (tajne Armie NATO), po raz pierwszy przyznał, że ta tajna sieć rozciągała się nad całą zachodnią Europą, w tym nad Niemcami, Francją, Włochami, Hiszpanią, Portugalią, Holandią, Luksemburgiem, Belgią, Danią, Gracją i Turcją, i realizowała strategiczne cele Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Te kryjące się w cieniu armie były koordynowane na poziomie międzynarodowym przez ośrodek o nazwie Tajny Komitete Sprzymierzonych (Allied Clandestine Committee; w skrócie ACC) oraz Ośrodek Tajnego Planowania (Clandestine Planning Committee; w skrócie CPC), które były związane z natowską Naczelną Kwaterą Sił Sprzymierzonych w Europie (Supreme Headquarters Allied Powers Europe; w skrócie SHAPE). Okreslano je różnymi nazwami kodowymi: "Absalon" w Danii, "P26" w Szwajcarii, "ROC w Norwegii i "SDRA8" w Belgii. Co warte podkreślenia, były znaczne różnice pomiędzy poszczególnymi krajami. W niektórych krajach tajne armie były źródłem działań terrorystycznych, a w innych wyłącznie roztropnym zabezpieczeniem. W Turcji formacja "Counter-Guerrilla"("Przeciwpartyzantka") była zaangażowana w akcje wewnętrznego terroru i operacje wymierzone w Kurdów. W Grecji formacja o nazwie "LOK" wzięła w roku 1967 udział w wojskowym zamachu stanu, którego celem było zapobieżenie socjalistycznym rządom. W Hiszpanii tajnej armii używano do popierania faszystowskiego reżimu Franco. W Niemczech prawicowi terroryści użyli w roku 1980 materiałów wybuchowych tajnej armii do terrorystycznego ataku w Monachium.

W innych krajach, w tym w Danii, Norwegii i Luksemburgu, tajni żołnierze przygotowywali się do ewentualnej kupacji swoich krajów, ale nigdy nie angażowali się w żadne działania terrorystyczne i manipulacje. Patrząc na rewelacje dotyczące Gladio w kontekście prowadzonej obecnie wojny z terroryzmem, nietrudno zauważyć, że rządy zachodnie poświęcały życie niewinnych obywateli i kryły sprawców aktów terroru w celu manipulowania swoimi społeczeństwami. Przypuszczenia, że NATO, Pentagon, M16, CIA i europejskie służby specjalne były zaangazowane w terror, zamachy stanu i tortury w Europie, są szczególnie drażliwej natury i konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań w tej sprawie.

(Źródło: International Relations and Security Network, ISN Security Watch, ETH Zurich, Szwajcaria, 15 grudnia 2004, www.isn.ethz.ch/news/sw/details.cfm?ID=10373)

NOWE BADANIA STWIERDZAJĄ ISTNIENIE U ROŚLIN "UMYSŁU"

Rosliny nie myślą w ten sam sposób, jak czynią to zwierzęta - brak im układu nerwowego i mózgu- niemniej badacze doszli do wniosku, że rosliny są nadspodziewanie wyrafinowane w sposobie, w jaki reagują na zmiany w swoim środowisku.

Obecnie uważa się, że przynajmniej niektóre z nich planują swój wzrost na podstawie wzorców pogodowych oraz że wiele z nich posiada zdolność do porozumiewania się ze sobą oraz z insektami za pomocą rodzaju i ilości gazów, jakie emitują.

Naukowcy utrzymują, że rośliny uważnie badają swoje środowisko, planują przyszłość podbijają terytoria i swoich wrogów i często bywają przezorne - to rewelacje, które prowokują dyskusję nad naturą inteligencji.

"Ludzki stosunek do tej sprawy zmienia się w istotny sposób" - twierdzi Anthony Trewavas, biochemik roślin z Uniwersytetu EDynburskiego w Szkocji i czołowy znawca inteligencji roślin.-"Pogląd na inteligencję przekształca się z bardzo wąskiego pojęcia głoszącego, że jest to cecha właściwa tylko dla człowieka, w coś znacznie szerszego".

Dla rosnącej liczby biologów fakt, że rośliny wywierają wpływ na inne gatunki, jest dowodem, że posiadają podstawowy intelekt.

"Jeśli inteligencja jest zdolnością do zdobywania i przyswajania wiedzy, to rośliny są inteligentne w pełnym tego słowa znaczeniu" - zgadza się Leslie Sieburth, biolog z Uniwersytetu Stanowego w Salt Lake City w Stanie Utah.

Dla uczonych jednym z podstawowych odkryć jest to, że dwie sadzonki lub klony pobrane z tej samej "macierzystej rośliny" zachowują się inaczej, nawet gdy zostają posadzone w identycznych warunkach.

"Wiemy, że rosliny posiadaja zdolność do rozpoznawania siebie samych, co jest wysoce niezwykłe, wręcz nadzwyczajne - twierdzi dr Trewavas. - "Ale dlaczego nikt tego dotąd nie spostrzegł? Otóż dlatego, że przeważający pogląd na rośliny, nawet wśród biologów, głosi że są to proste organizmy, które rozmnażają się w doniczkach.

Pogląd, że rośliny charakteryzuje inteligencja, nie jest niczym nowym. W uniegłym wieku naukowcy-odszczepieńcy i metafizycy utrzywywali, że rośliny nie tylko porozumiewają się ze sobą, ale nawet odczuwają ból. Z publikacji na ten temat przypuszczalnie najbardziej znana jest książka Petera Tompkinsa i Christophera Birda The Secret Life of Plants (Sekretne życie roślin), w której autorzy dokumentują fizjoligiczne reakcje zachodzące w komórkach roślinnych w rezultacie "telepatycznej" percepcji ludzkich emocji.

Wielki bengalski uczony, Jagadis Chandra Bose, przeprowadził blisko sto lat temu fascynujące eksperymenty na roslinach. W swoich badanich połączył fizjologię, fizykę i biologię i odkrył uniwersalne zależności. Wymyślił sposób na zapisanie przez roślinę swojej sygnatury na kawałku przydymoinego szkła, zmiszając ją do reakcji bodźcem elektrycznym lub innym. Zauważył, że czuła mimoza posiada taki jak zwierzęta łuk odruchowy i swego rodzaju własny układ nerwowy w postaci pewnych komórek. Zaobserwowł również, że rosnące rośliny mają w korze plsujące sercowe komórki, które pomagają w pompowaniu soków przez łodygę. W następstwie swoich licznych eksperymentów zauważył, że marchew jest najbardziej pobudliwa z warzyw a seler najmniej.

Dr Bose poszedł w swoich eksperymentach jeszcze dalej, ukazując nowe wwnętrzne zalezności między materią "ożywioną" i "nieożywioną", które nie są jeszcze w pełni poznane, oraz że cała materia posiada świadomość. Jego eksperymenty ujawniły, że świadomość roślin jest szczególnie wyczulona na inne rodzaje elektromagnetycznych częstotliwości poza częstotliwościami widzialnego światła.

Nieżyjący już Terrence McKenna, ekspert od szamanizmu, halucynogenów i etnomedycyny (medycyny ludowej), przez całe życie walczył o nowy paradygmat uznający, że rosliny są istotami inteligentnymi. W swojej książce Food of the Gods (Pokarm bogów) przytacza zaczerpnięte z historii przykłady pokazujące, że grzyby zawierające psylocybinę oraz rośliny wytwarzające inne substancje posiadają unikalną inteligencję, która stanowi prawdopodobnie element szerszej świadomości istniejącej we wszechświecie. Inteligencja tych gatunków przybyła na Ziemię prawdopodobnie w postaci sporów, które migrują przez kosmos i usiłują nawiązać symbiotyczne stodunki z rodzajem ludzkim.

Nauka przyznaje obecnie, że inteligencja istnieje poza mózgiem. Na przykład udowodniono, że 24-godzinny cykl życiowy organizmu może być kontrolowany nie tylko przez mózg, ale również przez tkanki i komórki organizmu.

Każdy organ, tkanka i komórka organizmu posiada własne odczucia, inteligencję i świadoość. Nie ma powodu, aby to samo nie odnosiło się do roślin.

Współczesna nauka dopiero teraz zaczyna odkrywać odwieczną mądrość, którą głosili tacy oświeceni, jak helena P.Bławatska, założycielka Towarzystwa Teozoficznego, która w swoim artykule "Kosmiczny umysł" napisała:"Okultyzm stanowi, że każdy atom.. jest małym wszechświatem i że każdy organ i komórka ludzkiego ciała jest wyposażona we własny mózg posiadający pamięć, a więc doświadczenia i umiejętność rozróżniania. Idea Uniwersalnego Życia złożonego z poszczególnych żyć atomów stanowi jedną z najstarszych nauk filozafii ezoterycznej... Skoro udało się wykazać, że rośliny posiadają nerwy, odczucia i instynkt (to tylko inne określenie świadomości), dlaczego nie dopuścić tej samej możliwości w przypadku komórek ludzkiego organizu?"

Bławatska pisze dalej, że dzięki fizjologii współczesna nauka stoi u progu odkrycia, iż świadomość jest rzeczą uniwersalną. Obecnie ponad sto lat później, nauka przekroczyła ten próg.

(źródło: "Nowe badania otwierają okno na umysły roślin", Christian Science monitor, 3 marca 2005; John Van Mater jr, "Rośliny, nasi onteligentni towarzysze", www.theosophy-nw.org/theosnw/brother/br-jvmj2.htm; Rudi Jansma, ęKosmicynz umzs w mikrokosmosieę, www.theosophy-nw.org/theosnw/science/sc-jans4.htm)

 


NAUKOWCY POTWIERDZAJĄ MOŻLIWOŚĆ ODWIEDZIN ISTOT POZAZIEMSKICH

Od momentu pierwszej udokumentowanej i szeroko rozreklamowanej obserwacji UFO dokonanej w roku 1947 przez Kennetha Arnolda naukowcy uporczywie głosili pogląd, że zycie na innych planetach nie mogło powstać, i ochoczo ośmieszali pogląd mówiący, że istoty pozaziemskie odwiedzają Ziemię.

Obecnie, w wyniku nadzwyczajnej zmiany natawienia, zespół zmerykańskich naukowców wtierdzi, że najnowze odkrycia astrofizyczne sugerują, iż powinniśmy znajdować się w otoczeniu jednej lub większej liczby pozaziemskich cywilizacji. Co więcej, przekonują, że odrzucanie wszystkich obserwacji UFO jest błędem, ponieważ mogą być wśród nich takie, które zawierają dane o możliwych odedzinach istot pozaziemskich.

To swoje nowe stanowisko naukowcy przedstawili w styczniowo-lutowym numerze Journalu of the British Interplanetary Society (Magazyn Brytyjskiego Towarzystwa Międzyplanetarnego) z roku 2005.

"Znaleźliśmy się obecnie w ciekawj sytuacji, w której nasi najlepsi fizycy i astrofizycy stworzyli teorię, zgodnie z którą powinniśmy się spodziewać się wizyt istot spoza Ziemi, tymczasem wszelkie dane na ten temat zawarte w obseracjach UFO są wyszydzane przez środowisko naukowców" - twierdzi astrofizyk Bernard Haisch.

Haisch oraz fizycy James Deardorff, bruce Maccabee i Harold Puthoff przedstawili swoje stanowisko w artykule "teoria Rozszerzającego się Wszechświata a odwiedziny istot pozaziemskich" opublikowanym w JBIS.

naukowcy wskazują na dwa zasadnicze odkrycia dokonane przez australijskich astronomów, o których doniesiono w roku ubiegłym, mówiących, że w naszej galaktyce istnieje "strefa nadająca się do zasiedlenia". Co ważniejsze nasza własna gwiazda, Słóńce, jest stosunkowo młoda w porównaniu do przeciętnej gwiazdy znajdującej się w tej strefie- młodsza o około miliard lat.

Z tego wynika, jak wyjaśniają naukowcy w artykule, że przeciętna cywilizacja pozaziemka jest znacznie bardziej zaawansowaa i już dawno odkryła Ziemię. Inne badania naukowe dotyczące Wielkiego Wybuchu, znanego jako Teoria Rozszerzeającego się Wszechświata, wspierają przypuszczenie, że nasz świat jest zanurzony w znacznie większej, pozaziemskiej cywilizacji.

Przyznanie, że istnienie zaawansowanych istot pozaziemskich jest we wszechświecie wysoce prawdopodobne, po latach skranego sceptycyzmu i wręcz wrogości w stosunku do takiej koncepcji, jest dla większości trudne do przełknięcia. Ostatnie badania dowodzące, że w niezliczonych galaktykach wokół gwiazdy krąży niezliczona liczba planet, zmusiły sceptyków do uznania takiej możliwości. Astronomowie odkryli poza układem słonecznym już ponad 130 planet - rozbitków, którzy wędrują poprzez bezmiar kosmicznej pustki między gwiazdami.

"To, czego dokonaliśmy, ma cgarakter przełomowy" - oświadczył Haisch na stronie SPACE.com i dalej wyjaśnia: "Porównliśmy ostarnie odkrycia z założeniami teoretycznymi i okazało się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znajdujemy się wśród jednej lub większej liczby ogromnych pozaziemskich cywilizacji.

Haisch powiedział, że wymiary superstrun i dziur oraz możliwość rozciągania czasoprzestrzeni odnoszą się do zastrzeżenia dotyczącego "niemożności przeniesienia się tutaj stamtąd", która bywa często poddawana w wątpliwość w odniesieniu do międzygwiezdnych odległości między poszczególnymi punktami. Ponadto modele dyfuzyjne przewidują, że nawet pojedyncze cywilizacja może rozprzestrzenić się na całą galaktykę w krótkim czasie, który stanowi drobny epizod w odniesieniu do czasu istnienia galaktyki - i to z prędkościami podświetlnymi.

Czy środowisko naukowe może skłonic się do brania pod uwagę danych o odwiedzinach istot pozaziemskich pochodzących z obserwacji dokonywanych przez różnych ludzi? Czy naukowcy nadal mogą beztrosko odrzucać obserwacje UFO bez poddawania ich analizie?

"To odrzucanie ma różne przyczyny, które wspierają się nawzajem" - odpowiada Haisch. - "Większość obserwacji to prawdopodobnie błędne interpretacje znanych zjawisk, złudzenia i mistyfikacje. Widziałem, jak ludzie ulegali dezorientacji na widok Wenus lub Syriusza, kiedy wysyła on kolorowe rozbłyski znajdując się nisko na niebie. Większość uczonych zniechęcona takimi przypadkami nigdy nie zadała sobie trudu, aby zainteresować się głębiej tymi obserwacjami, i żyje w błogosławionej niewiedzy tego, co może się za tym kryć".

James Deardorff, główny autor artykułu zamieszczonego w JBIS, w oświadczeniu do prasy powiedział: "Rezygnacja z dotychczasowego ignorowania i poważne potrktowanie przynajmniej tych doniesień o najwyższym stopniu wiarygodności wymagałoby okazania przez środowisko naukowe pewnej dozy pokory. Mam nadzieję, że stać nas na to".

"W ten sposób stosunek nauki do zjawiska UFO ulega zasadniczej zmianie. Znika uprzedzenie wyrażające się postawą nie ma w tym nic nowego i zmienia się w akceptację możliwości odwiedzin przez istoty pozaziemskie, która to postawa wynika z implikacji teorii fizycznych i astronomicznych i tego, co jest najbardziej prawdopodobne" - kończy Haisch.

(źródło: Leonard David, "Pozaziemscy goście - naukowcy uważają, że ich odwiedziny są bardzo prawdopodobne", www.space.com, 14 stycznia 2005)

 


SIŁY POWIETRZNE STANÓW ZJEDNOCZONYCH PROWADZĄ BADANIA NAD BRONIĄ OPARTĄ NA ANTYMATERII

Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych wydają w tajemnicy miliony doloarów na badania nad zastosowaniem antymaterii wprzyszłych broniach.

Od lat trzydziestych ubiegłego wieku prowadzone są intensywne badania nad antymaterią. Materia i antymateria są w pewnym sensie odpowiednikami yin i yang. Każda cząstka subatomowa ma swój odpowiednik w antymaterii i kiedy materia i antymateria zderzają się, następuje ich wzajemna anihilacja, której towarzyszy wyzwolenie ogromnych ilości energii.

W czasach zimnej wojny Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych finansowały szereg badań naukowych dotyczących antymaterii pod kątem jej ewentualnych zastosowań wojskowych, tj. bomb z antymaterii, tak małych, że można by je zmieścić w ręce, oraz silników napędzanych antymaterią przeznaczonych do samolotów zwiadowczych. Bardziej katastroficznym zastosowaniem ma być nowa generacja superbroni - bomby z czystą antymaterią nie powodujące nuklearnego skażenia lub wykorzystujące antymaterię bronie nuklearne. Kolejna możliwość to napędzane antymaterią elektromagnetyzne bronie pulsacyjne zdolne "usmażyć" sieci elektryczne i łączności nieprzyjaciela, pogrążające go w ciemnościach i czyniące go niezdolnym do podejmowania jakichkolwiek działań.

24 marca Kenneth Edwards, dyrektor ds. "zaawansowanej amunicji" w Zarządzie Amunicji w bazie sił powietrznych Eglin na Florydzie był głównym referentem podczas konferencji Instytutu Zaawansowanych Koncepcji NASA, która odbyła się w Arlington w stanie Wirginia. W swoim wystąpieniu oświadczył, że energia uzyskana w wyniku zderzenia pozytronów i antyelektronów jest 10 miliardów razy większa.. od tej, jaką uzysuje się w wyniku eksplozji silnych materiałów wybuchowych".

W następstwie wstępnego dochodzenia przeprowadzonego przez dziennik San Fransisco Chronicle, okazało się, że siły powietrzne zobowiązały swoich pracowników do nieudzielania publicznych wypowiedzi na temat prac badawczych nad antymaterią. Mimo to szczegóły dotyczące tych badań pojawiły się w wielu dokumentów sił powietrznych rozpowszechnionych w Internecie jeszcze przed wydaniem tego zakazu.

(Źródło:San Fransisco Chronicle, 4 października 2004, http://tinyurl.com/6lv7r)

W PRZYPADKU WOJNY PENTAGON ZAATAKUJE SATELITY UNII EUROPEJSKIEJ

Wysocy rangą przedstawiciele Pentagonu ostrzegli Brukselę, że nie zawachają się przed zmieceniem z nieba satelitów Unii Europejskiej, jeśli zostaną one wykorzystane przeciwko Stanom Zjednoczonym przez wrogie siły, takie jak Chiny.

W czasie zaskakującej konfrontacji, do której doszło podczas prywatnej konferencji, jaka odbyła się z udziałem przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, delegaci Unii oznajmili, że nie będą w stanie wyłączyć ani zagłuszyć sygnałów nadawanych z projektowanych satelitów nawigacyjnych serii Galileo, nawet jesli zostaną one wykorzystane w wojnie przeciwko Stanom Zjednoczonym. W odpowiedzi na takie dictum delegaci Stanów Zjednocznuch stwierdzili, że rozumieją to i że podejmą stosowne do tego działania kroki, jeśli staną przed takim zagrożeniem.

Satelity Galleo stanowią wspólną inicjatywę Unii Europejskiej i Europejskiej Agencji Kosmicznej, której celem jest budowa globalnej sieci nawigacyjnej. Przewiduje się utworzenie sieci złożonej z 30 satelitów orbitujących wokół Ziemi na wysokości 23300 kilometrów, która będzie gotowa przed końcem obecnego dziesięciolecia. Unia Europejska oznajmiła w tym miesiącu, że Chiny stały się jej partnerem w budowie systemu satelitów Galileo o wartości 3,5 miliarda euro.

Stosunek Pentagonu do systemu Galileo znajdje potwierdzenie w dokumencie określającym doktrynę Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, który został opublikowany 2 sierpnia 2004 roku. We wstępie do tego dokumentu Peter teets, podsekretarz Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, zadaje pytanie: "Co zrobimy za dziesięć lat, kiedy życie Amerykanów zosatnie zagrożone w wyniku użycia przez naszego przeciwnika globalnego systemu określania pozycji (Global Positioning System) bądź systemu Galileo do precyzyjnego atakowania sił amerykańskich?"

W październiku w Londyńskim Królewskim Instytucie Zjednoczonych Służb odbyła się konferencja w sprawie "Przyszłych transatlantyckich Militarnych Stosunków w Przestrzeni Kosmicznej". Jeden z wyższych rangą europejskich delegatów powiedział: "Amerykanie byli bardzo spokojni. Stanowczo oświadczyli, że podejmą odpowiednie działania, które określają jako odwracalne, i dodali, że jesli będzie to konieczne, to zastosują również działania nieodwracalne". Najpierw spróbują zagłuszyć sygnały płynące z systemu Galileo, a jeśli to się nie uda, użyją swoich "satelitów-niszczycieli" do unieszkodliwienia jednego lub wszystkich należących do niego satelitów w ramach akcji w stylu Gwiezdnych Wojen.

Londyńskie spotkanie potwierdziło również, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone doskonale zdają sobie sprawę z militarnego potencjału systemu Galileo, czumu rząd Wielkiej Brytanii do tej pory zaprzeczał. Dał się tam również zauważyć wzrost irytacji Stanów Zjednoczonych decyzją Unii Europejskiej uprawomocnioną w tym miesiącu włączeniem Chin do swojego programu kosmicznego. Przypuszcza się nawet, że niektórzy przedstawiciele Pentagonu podejżewają, iż Unia Europejska dała Chinom tajne gwarancje, że nie zablokuje swojego systemu, co daje im ogromny atut, jeśli kiedykolwiek zdecydują się na zaatakowanie Tajwanu - kluczowego sojusznika Stanów Zjednoczonych.

W czasie konferencji głos zabrali: Robert Dickman, zastępca ds. spraw wojskowych Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych, Luc Tytgat, szef Jednostki Kosmicznej Komisji Europejskiej, generał major Robert Kehler, dyrektor Narodowego Biura Bezpieczeństwa Kosmicznego Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych, Gerhard Brauer, szef Biura Bezpieczeństwa Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz generał major Michael Hamel, dowódca 14. Dywizjonu Sił Powietrznych podległego Dowództwu Kosmicznemu Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. W konferencji wzięli również udział wysocy rangą delegaci z Wielkiej Brytanii.

Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych pracują obecnie nad nową generacją "satelitów-niszczycieli", które stanowią część tajnego przedsięwzięcia o nazwie Seria Satelitów Eksperymentalnych (Experimental Satellite Series; w skrócie XSS) stanowiącego realizację zaleceń zawartych w Studium Wymogów Technologii Mikrosatelitów opracowanego w roku 1999 przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, które wyrażają potrzebą rozmieszczania w przestrzeni kosmicznej satelitów zdolnych do "przechwytywania i jesli zajdzie potrzeba, podejmowania działań przeciwko okreslonym satelitom". Próbny satelita wyposażony w określoną wymogami aparaturę sensorową noszący nazwę ZSS-10 został już zbudowany i w roku 2003 umieszczony na orbicie. Podpisano też kolejny kontrakt na budowę jego następcy,XSS-11, wyposażonego w bardziej zaawansowaną aparaturę.

Wysocy rangą przedstawiciele z Brukseli zalecają krajom członkowskim Unii Europejskiej połączenie swoich środków służących nawigacji umieszczonych w przestrzeni kosmicznej - połączenie swoich cywilnych i wojskowych programów kosmicznych i udostępnienie ich wszystkim. Plan ten omówiono 8 wrzesnia na forum zespołu politycznego i wojskowego Rady Europy, będzie też przedmiotem obrad na poziomie ministerialnym pod koniec bieżącego roku. Komisja Europejska wydała ostatnio oświadczenie, w którym mówi się, że "systemy kosmiczne mogą wnieść również bezpośredni wkład we wspólną politykę zagraniczną i obronną Unii".

(Źródło: Allistar Heath, Tracy Boles, The Business [europejskie wiadomości z dziedziny biznesu], 24 października 2004, http://tinyuri.com/6j44p, http://www.thebusinessonline.com).

WE KRWI MINISTRÓW KRAJÓW UNII EUROPEJSKIEJ WYKRYTO CHEMICZNY COCTAIL

We krwi ministrów z 13 krajów należących do Unii Europejskiej wykryto dziesiątki skażeń chemikaliami pochodzenia przemysłowego, w tym takimi, których używania zakazano dziesiątki lat temu.

Zgosnie z przeprowadzonym w czerwcu testem, którego wyniki ogłosiła we wrześniu fundacja World Widlife Fund (WWF), badane osoby miały we krwi średnio 37 chemicznych związków pochodzenia przemysłowego. Wśród chemikaliów wykrytych u europejskich przedstawicieli znalazły się związki stosowane w produkcji ognioodpornych mebli, patelni odpornych na przyleganie, odpornych na tłuszcz pudełek do pizzy, elastycznego polichlorku winylu, zapachów i pestycydów.

- Wszyscy ministrowie sa skażeni przemysłowymi chemikaliami, których skutki dziełania są w zasadzie nieznane - oświadczył Karl Wagner, dyrektor Kampanii Detoksykacyjnej WWF.-Aż trudno uwierzyć, że ustawodawcy godzą się na kontynuowanie przez tak długi czas tego eksperymentu.

We krwi 14 ministrów zdrowia i ochrony środowiska wykryto ogółem 55 chemikaliów pochodzenia przemysłowego, co stanowi 53 procenty spośród 103 związków chemicznych, których obecność badano. Największa liczba chemikaliów znaleziona we krwi jednego ministra wynosiła 45 a najmniejsza 33.

U wszystkich badanych ministrów wykryto 25 tych samych związków, w tym jeden środek przeciwogniowy, dwa pestycydy i 22 polichlorowane bifentyle (PCBn). Fundacja WWF poddała badaniom ministrów z Wielkiej Brytani, Cypru, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Węgier, Włoch, Litey, Słowacji, Hiszpanii i Szwecji.

grupa obrońców środowiska naturalnego przeprowadziła tebadania w celu uzyskania materiałów wspierających dążenia do zaostrzenia europejskich zasad badania i wykrywania chemikaliów, które zaproponowano w projekcie ustawy Unii Europejskiej znanej pod skrótową nazwą REACH (Registration, Evaluation and Authorisation of CHemicals - Rejestracja, ocena i autoryzacja chemikaliów). Prawo to ma na celu identyfikację i stopniowe wycofanie najbardziej szkodliwych związków.

Jek utrzymuja WWF, w przypadku około 86 procent spośród 2500 używanych w dużych ilościach związków chemicznych brak jest publicznie znanych danych o ich szkodliwości pozwalających na okreslenie podtawowych zasad bezpiecznego obchodzenia się z nimi.

Z badaniami ministrów krajów Unii Europejskiej można zapoznać się na stronie internetowej zamieszczonej pod adresem http://www.worldwildlife.org/toxics/pubs/badblood.pdf.

(Źródło: Environment News Service, 20 października 2004)

 


PROCES SĄDOWY PRZECIWKO ASPARTAMOWI - POSZKODOWANI DOMAGAJĄ SIĘ 350 MILIONÓW DOLARÓW ZADOŚĆUCZYNIENIA

W dniu 15 września 2004 roku do Sądu Rejonowego w San Fransisco wpłynął grupowy pozew w oparciu o ustawę RICO (Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act - Ustawa o reketierach i organizacjach o charakterze przestepczym) przeciwko NutraSweet Corporation, American Diabetes Association (Amerykańskie Towarzystwo Diabetyczne), drowi Robertowi H.Moserowi i innym o odszkodowanie w wysokości 350 milionów dolarów. Skarżący utrzumują, że w trakcie procesu wykażą zabójczy dla człowieka charakter chemicznego słodzika o nazwie aspartam.

Pozew powołuje się na kluczową rolę, jaka odegrał obecny sekretarz obrony USA, Donald Rumsfeld, w przepchnięciu aspartamu przez procedurę zatwierdzającą FDA (Food and Drug Administration - Urząd dds. Żywności i Leków). Od końca lat siedemdziesiątych do połowy osiemdziesiątych Donald Rumsfeld pełnił funkcję dyrektora naczelnego firmy G.D.Searle and Co., która była właścicielem patentu na aspartam. Skarżący utrzymują, że Rumsfeld wykorzystał swoje polityczne koneksje do wymuszenia akceptacji aspartamu przez FDA, i to wbrew sprzeciwom wielu specjalistów tej agencji tej agencji oraz negatywnym wynikom badań. Jak czytamy w komunikacie prasowym dotyczącym procesu, "losowe próby dowodziły jednoznacznie, że aspartam był przyczyną wielu problemów ze zdrowiem, a nawet zgonu osób wystawionych na jego działanie".

Nie jest to pierwszy proces, w którym pod adresem aspartamu pada zarzut o szkodliwe działanie na ludzkie zdrowie. 26 kwietnia 2004 roku Narodowa Liga Sprawiedliwości wytoczyła trzy sprawy w trzech oddzielnych sądach w Kalifornii, w których oskarża 12 firm, które wytwarzają lub stosują aspartam w swoich produktach jako substytut cukru.

Sprawcy są oskarżani o "świadome i rozmyślne stosowanie neurotoksycznego aspartamu w charakterze substytutu cukru do produkcji środka Equal, wiedząc, że wystawienie na działanie aspartamu powoduje bóle brzucha, zapalenie stawów, astmę, raka mózgu, zaburzenia oddechu, pieczenie oczu lub gardła, bolesne oddawanie moczu, bóle klatki piersiowej, chroniczny kaszel, chroniczne zmęczenie, zejścia śmiertelne, depresję, biegunki, migreny, utratę słuchu, palpitacje serce, pokrzywki, nadciśnienie, impotencję, problemy natury seksualnej, utratę pamięci, problemy z menstruacją, nudności i wymioty, zaburzenia mowy, drżenie, szumy w uszach, zawroty głowy, utratę wzroku i inne dolegliwości".

Akt oskarżenia zawiera dalej nastepujące stwierdzenie : "Co więcej, aspartam powoduje objawy podobne do objawów wystepujących przy innych schorzeniach lub przyczynia się do pogłębienia nastepujących chorób: fibromylagii, artretyzmu, stwardnienia rozsianego, choroby Parkinsona, toczenia, (liszaja), cukrzycy, epilepsji, choroby Alzheimera, wad wrodzonych, zespołu chronicznego zmęczenia, chłoniaka, boreliozy Lyme'a. ADD (zespół braku uwagi), choroby maniakalnej oraz innych zaburzeń o charakterze psychologicznym".

(Źródło: News With Views, 16 września 2004, www.newswithviews.com/)

 


FDA APROBUJE "VERICHIP" JAKO ODPOWIEDNI DO WSZCZEPIANIA LUDZOIM

Firmy Applied Digital i Digital Angel Corporation oświadczyły, że VeriChip, pierwszy na świecie wszczepialnu chip identyfikacyjny przeznaczony dla ludzi działający w zakresie częstotliwości radiowych (RFID), uzyskał aprobatę Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA) pod kątem zastosowań medycznych w USA.

Mikroprzekaźnikowy System Informacji o Stanie Zdrowia VeriChip (VeriChip Health Information Micritransponder System) zawiera wszczepialny mikroprzekaźnik RFID, wkładkę ręczny skaner i zabezpieczoną bazę danych zawierającą zaaprobowane przez pacjenta informacje o stanie jego zdrowia. Majacy wielkość ziarenka ryżu VariChip jest działającym w zakresie częstotliwości radiowych urządzeniem, które wszczepia się pod skórę pacjenta podczas drobnego zabiegu ambulatoryjnego.

Niewidoczny dla ludzkiego oka VeriChip zawiera unikalny szesnastocyfrowy numer identyfikacyjny, który jest odczytywany przez szybkie przesunięcie skanera nad miejscem, w którym wszczeppiono przekaźnik. Odczytany numer łączy z bazą danych poprzez zakodowany kanał internetowy. W rezultacie wcześniej zgromadzone dane na temat zdrowia pacjenta są przekazywane przez Internet wybranemu, upoważnionemu lekarzowi.

(Źródło: komunikat prasowy w sprawie VeriChipu, 13 października 2004, http://tinyurl.com/3jp5u)

DOTKNIĘTY PORAŻENIEM CZTEROKOŃCZYNOWYM CZŁOWIEK STERUJE KOMPUTEREM POPRZEZ CHIP MÓZGOWY

Mózgowy chip wielkości pastylki pozwala człowiekowi dotkniętemu czterokończynowym porażeniem sterować komputerem za pomocą myśli, w tym na odbieranie poczty elektronicznej i grę w gru komputerowe.

Działanie urządzenia polega na jego łączeniu się z setkami neuronów jednocześnie. Jest to jak dotąd najbardziej wyrafinowany implant testowany na ludziach.

Wielu sparaliżowanych ludzi steruje komputerem przy pomocy oczu lub języka. Te techniki mają, niestety, ograniczenia wynikające ze sprawności mięsni tych organów, poza tym wymagają bardzo żmudnego treningu. Naukowcy od ponad dziesięciu latszukają sposobów na sterowanie za pomocą mysli.

W czerwcu 2004 roku chorurdzy wszczepili 24-letniemu mężczyźnie z porażeniem wszystkich kończyn urządzenie zawierające 100 elektrod. To noszące nazwę BrainGate (Brama do Mózgu) urządzenie opracowała firma Cyberkinetics z siedzibą w Foxborough w stanie Massachusetts.

Wszczepione elektrody pobierają informacje z neuronów w ludzkim mózgu. BrainGate pozwolił pacjentowi na sterowanie komputerem oraz telewizorem przy użyciu umysłu, nawet w trakcie jednoczesnego wykonywania innych operacji. Naukowcy podają, że jest on na przykład w stanie sterować telewizorem i jednocześnie rozmawiać oraz poruszać głową. Obecnie zespół nosi się z zamiarem wszczepienia tych implantów czterem innym pacjentom.

Konkurencyjny zespół stara się zbudować urządzenia umozliwiające odczytywanie akcji mózgu bez fizycznego dotykania neuronów. Firma Neural Signals z siedzibą w Atlancie opatentowała czaszkowy wkręt osadzony poza mózgiem tuż pod czaszką. Inni naukowcy opracowują nieinwazyjne technologie, tj. takie w których do odczytywania myśli pacjenta stosowany jest elektroencefalogram.

(Źródło: Nature, 13 października 2004, http://www.nature.com/news/index.html)

JAK WYKAZUJĄ BADANIA, MEDYTACJE DOŁADOWUJĄ MÓZG

Badania mózgu dostarczają dowodów na coś, o czym osoby praktykujące buddyjskie medytacje wiedzą od lat. Dyscyplina umysłu i medytacje zmieniają pracę mózgu i pozwalają ludziom na uzyskanie wyższego poziomu świadomości.

te zmienione stany umysłu były tradycyjnie rozumiane jako coś trancedentalnego, coś spoza świata materialnego, niemożliwego do pomiaru i konkretnej oceny. Otóż, w czasie kilku minionych lat naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin przetłumaczyli te doznania we współpracy z tybetańskimi mnichami na naukowy język fal gamma wysokiej częstotliwości oraz mózgowej synchronii.

Udało się im ustalić, że lewy płat czołowy, obszar położony tuż za lewą stroną czoła, jest miejscem, w którym w wyniku medytacji znacznie wzrasta aktywność mózgu.

- Ustaliliśmy, że u osób od dłuższego czasu uprawiających medytacje następuje przyrost aktywacji mózgu w skali nigdy przedtem nie obserwowanej - oświadczył neurolog z Uniwersytetu Wisconsin dr Richard Davidson. - Ich ćwiczenia mentalne wpływają na mózg podobnie, jak trenowanie golfa lub tenisa na sposób gry i osiągnięcia w tych dyscyplinach.

Twierdzi, że badania, które przeprowadzili, wykazały, iż mózg można wytrenować i fizycznie zmodyfikować, i to stopniu mozliwym do wyobrażenia tylko niewielu ludziom.

Dotychczas naukowcy byli wręcz przeciwnego zdania - uważali, że połączenia między komórkami nerwowymi zostaką ukształtowane we wczesnym okresie życia i u człowieka dorosłego już się nie zmieniaję. Okazało się jednak, że to założenie jest błędne, a to za sprawą postepu, jaki dokonał się w dziedzinie obrazowania pracy mózgu oraz w innych metodach. Naukowcy lansują obecnie pogląd o nieustannym rozwoju mózgu i "neuroplastyczności".

Dr Davidson oświadczył, że wyniki jego najnowszych badań nad medytacjami opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences (Protokoły Krajowej Akademii Nauk) poszerzają pojęcie neuroplastyczności i pokazują, że trening umysłu poprzez medytacje (i inne metody) może zmienic weenętrzne procesy i obwody w mózgu. Odkrycia te są rezultatem współpracy między drem Davidsonem a tybetańskim przywódcą dychowym, Dalaj Lamą, najbardziej znanym na świecie wyznawcą buddyzmu.

Dalaj Lama po raz pierwszy zaprosił dra Davidsona do swojego domu w Dharamsala w Indiach w roku 19992, po tym jak dotarły do niego wieści o jego innowacyjnych badaniach z zakresu neurologii emocjonalnej. Tybetańczycy mają liczącą stulecia stulecia tradycję intensywnych medytacji i Dalaj Lama od samego początku był zainteresowany tym, aby dr Davidson zbadał metodami naukowymi pracę umysłów medytujących mnichów. Dalaj Lama oddelegował ośmiu swoich najbardziej doswiadczonych mnichów do laboratorium dra Davidsona w celu poddania ich testom za pomocą elektroencefalografu i skanera mózgu. Oddlelegowani mnisi przeszli trening w zakresie medytacji według tybetańskich tradycji Nyingmapa i Kagyupa, który trwał od 10000 do 50000 godzin w okresie od 15 do 40 lat. badaniom poddano również dziesięciu adeptów, którzy nie mieli przedtem styczności z medytacjami i których poddano tygodniowemu treningowi w tym zakresie.

Zarówno mnisi, jak i adepci zostali wyposażeni w sieć 256 elektrycznych czujników, a następnie poproszeni o przystąpienie do krótkiej medytacji. Jak wiadomo, proces myślenia oraz inne rodzaje aktywności umysłu generują delikatne, ale wykrywalne, erupcje aktywności mózgu, kiedy duże zgrupowania neuronów przesyłają sibie nawzajem wiadomości, i wlaśnie tę aktywność wychwytująi i zapisują czujniki. Dr Davidson był szczególnie zainteresowany pomiarem fal gamma, impulsów mózgowych o jednej z najwyższych częstotliwości i największym znaczeniu.

Obu grupom polecono medytowanie nad zagadnieniem nieograniczonego współczucia. Nauki buuddyzmu opisują ten staowiący jądro nauk Dalaj Lamy stan jako "nieograniczoną gotowość do pomagania żywym istotim". Badacze wybrali to zagadnienie, ponieważ nie wymaga ono koncentrowania się na konkretnych obiektach, wspomnieniach lub obrazach, i jednocześnie wprowadza umysł w inny stan.

Davidson oświadczył ,że wyniki badań wskazują, iż medytacje aktywowały umysł doświadczonych mnichów w wyraźnie inny sposób, niż miało to miejsce w przypadku adeptów. Co najważniejsze czujniki wychwyciły u mnichów znacznie większ epobudzenie szybko przemieszczających się i niezwykle silnych fal gamma i jednocześnie okazało się, że ruch tych fal był znacznie lepiej zorganizowany i skoordynowany niż u adeptów.

Dr Davidson oznajmił, że u nowicjuszy odnotowano jedynie nieznaczny przyrost aktywności fal gamma, podczas gdy u niektórych mnichów występowała największa aktywność tych fal, spośród wszystkich, jakie dotąd odnotowano. To doprowadziło go do wnoisku, że medytacje nie tylko zmieniają sposób pracy mózgu w krótkim okresie czasu, ale prawdopodobnie wywołują w nim również trwałe zmiany. Ten wniosek wynika według niego z tego, że u mnichów wystepowała znacznie większa aktywność fal gamma niż w grupie, która dopiero zaczynała medytować.

- Zaobserwowaliśmy, że wytrenowany umysł lub mózg różni się fizycznie od nie wytrenowanego - ośiadczył dr Davidson i wyraxił nadzieję, że kiedyś - ...potrafimy lepiej zrozumieć potencjalną doniosłość tego rodzaju treningu umysłu i zaczniemy traktować go poważnie.

Zalatami tych liczących wieki praktyk są bystrzejszy umtsł i większa świadomość.

(Źródło: The Washington Post, 1 lutego 2005)


Zmieniony: czwartek, 12 sierpnia 2010 20:18
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież